Izraelski historyk i filozof Yuval Noah Harari w swoich książkach (Homo Deus, 21 lekcji na XXI wiek) sformułował jedną z najbardziej przerażających prognoz naszych czasów. Podchodzi do tego z lekkością. Ludzie mogą być jedynie pewnym tymczasowym nośnikiem inteligencji.
„Najważniejszym pytaniem XXI wieku może być to, co zrobić z tymi wszystkimi zbędnymi ludźmi”.
Harari nie twierdzi, że ludzie znikną. Twierdzi, że stracą swoją wartość ekonomiczną i militarną. Średniowieczni władcy czy Adolf Hitler potrzebowali ludzi. Ludzie byli podstawą. Nie tylko elita, potrzebna była cała masa. Im więcej, tym lepiej. W przyszłości ludzie mogą być już tylko głosami wyborczymi, o ile przetrwają systemy demokratyczne. Przytłaczająca większość ludzi będzie bezużyteczna zarówno militarnie, jak i ekonomicznie.
Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji (AI) i biotechnologii maszyny po raz pierwszy w historii zagrażają nie tylko naszym zdolnościom fizycznym (jak podczas rewolucji przemysłowej), ale także poznawczym. Obecnie nawet znacznie bardziej niż fizycznym. Prognozy ekonomiczne mówią, że udoskonalona AI zastąpi nawet 75 % białych kołnierzyków.
Jeśli algorytm potrafi lepiej diagnozować raka, prowadzić samochód, pisać kod lub komponować muzykę, to według Harariego powstaje ogromna klasa ludzi, którzy będą nie tylko bezrobotni, ale wręcz niezatrudnialni.
Ta wizja budzi niepokój, ale nie jest jedynym możliwym scenariuszem. Co na ten temat mówią dane i inni światowi myśliciele?
Spis treści
Co mówią aktualne dane?
Twarde dane pokazują, że transformacja rynku pracy już trwa, jednak apokalipsa na razie nie nadchodzi. Wskazują raczej na masowe przesunięcie niż na całkowity koniec pracy:
- Goldman Sachs (2023): Raport banku szacuje, że generatywna sztuczna inteligencja mogłaby zautomatyzować nawet 300 milionów miejsc pracy na pełny etat na całym świecie. Jednocześnie dodaje, że historycznie prowadzi to do powstania zupełnie nowych zawodów i ogromnego skoku produktywności.
- Światowe Forum Ekonomiczne (WEF, Future of Jobs Report 2023): Przewiduje, że do 2027 roku zniknie 83 miliony miejsc pracy, ale powstanie 69 milionów nowych. To oznacza stratę netto 14 milionów miejsc pracy.
- Zmieniający się popyt: Według WEF gwałtownie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów od AI i analityków danych, ale także na zawody wymagające empatii i kontaktu międzyludzkiego (opieka nad seniorami, psychologia, edukacja), w których maszyny najtrudniej zastąpią człowieka.
Z nieco innej perspektywy
Wizja Harariego jest ostrzeżeniem, ale wielu ekonomistów, socjologów i filozofów proponuje odmienne, często bardziej optymistyczne lub bardziej radykalne spojrzenie.
1. Koniec harówki i Utopia dla realistów (Rutger Bregman)
Holenderski historyk Rutger Bregman widzi w automatyzacji ogromną szansę. Skoro maszyny wykonają większość pracy, dlaczego mielibyśmy traktować to jako zagrożenie?
W książce Utopia dla realistów proponuje wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego (UBI). Bregman twierdzi, że problemem nie jest to, że ludzie staną się „zbędni”, ale to, że nasze społeczeństwo uzależnia prawo do godnego życia od płatnej pracy. Gdyby dochód podstawowy był zagwarantowany, ludzie mogliby poświęcać swój czas sztuce, innowacjom, społeczności lub wychowywaniu dzieci, czyli zajęciom, których rynek dziś często nie wynagradza finansowo.
2. Złudzenie „stałej puli pracy” (David Autor i Erik Brynjolfsson)
Ekonomiści z MIT ostrzegają przed tzw. błędem stałej ilości pracy (lump of labor fallacy). Ich zdaniem Harari nieco zapomina, że gospodarka nie jest ciastem, które się zje i nic nie zostanie.
- David Autor zwraca uwagę, że technologia wprawdzie likwiduje zadania, ale rzadko całe zawody. Ludzie staną się menedżerami maszyn. AI nie zastąpi lekarzy, ale lekarze korzystający z AI zastąpią lekarzy, którzy z niej nie korzystają.
- Erik Brynjolfsson podkreśla, że ludzkie pragnienia są nieskończone. Gdy maszyny tanio zaspokoją nasze podstawowe potrzeby, odkryjemy nowe usługi i produkty, których dziś nawet nie potrafimy nazwać (tak jak rolnik w XIX wieku nie potrafiłby sobie wyobrazić zawodu „menedżera mediów społecznościowych”).
3. Fenomen „Bullshit Jobs” (David Graeber)
Nieżyjący już amerykański antropolog David Graeber przedstawił radykalną myśl: duża część dzisiejszych miejsc pracy już teraz jest „do niczego”. W swojej książce Bullshit Jobs (Praca bez sensu) twierdzi, że miliony ludzi (w administracji, prawie korporacyjnym, telemarketingu) już dziś w głębi duszy czują, że gdyby ich praca zniknęła, świat w ogóle by tego nie zauważył.
Spojrzenie Graebera zmienia pytanie Harariego: może nie powinniśmy bać się utraty pracy. Może prawdziwym wyzwaniem jest znalezienie sensu życia gdzie indziej niż w bezsensownej pracy stworzonej tylko po to, byśmy byli zatrudnieni.
4. Rozwój gospodarki opiekuńczej (Kai-Fu Lee)
Były szef Google China i ekspert od AI Kai-Fu Lee w swojej książce AI Superpowers zgadza się, że AI przejmie rutynowe zadania poznawcze. Przyszłość ludzkości widzi jednak w empatii i miłości. AI potrafi analizować dane, ale nie potrafi trzymać pacjenta za rękę i dać mu nadziei. Uważa, że powinniśmy masowo przesunąć środki finansowe do zawodów opiekuńczych, edukacji i ochrony zdrowia.
Kryzys zatrudnienia czy kryzys sensu?
Pytanie Harariego „co zrobić ze zbędnymi ludźmi” wynika z paradygmatu XX wieku, który mówi: wartość człowieka = jego produktywność ekonomiczna.
Jeśli maszyny przejmą produktywność, jako społeczeństwo musimy przemyśleć to równanie na nowo. Nie musi to być opowieść o dystopii, w której masy ludzi głodują na marginesie społeczeństwa (choć podział bogactwa będzie kluczowym problemem politycznym). Może to być opowieść o tym, jak ludzkość wreszcie uwalnia się od konieczności pracy dla przetrwania i zaczyna zadawać pytanie o prawdziwy sens ludzkiego istnienia. Pytanie XXI wieku może więc brzmieć nie „Co zrobimy ze zbędnymi ludźmi?”, ale raczej „Kim chcemy być, skoro nie musimy już tylko pracować?”